Menu matki3plus

W dziedzinie kulinarnej, choć uważam, że dobrze gotuję, poszaleć zbytnio nie mogę. Moje dzieci są zwolennikami monodiety:) nad czym bardzo ubolewam, bo ja lubię różnorodną i zdrową kuchnię, niezdrową też, ale powiedzmy, że w normie:) Za to moje dzieci w kółko mogłyby jeść to samo, a do zdrowych rzeczy typu warzywko ciężko je namówić, ostatecznie kukurydza, ogórek, opcjonalnie pomidor:) Najgorzej z obiadami, bo w kółko robię kotlety z piersi kurczaka albo takie a’la nugetsy, na zmianę z pierogami z serem, kopytkami, na szczęście  kluchy w różnej postaci też są zjadliwe czyli leniwe, śląskie są ok:) No i tu menu zaczyna się właściwie kończyć, no jeszcze może naleśniki ujdą i lasagne z Biedronki:). Zup absolutnie, co najwyżej rosół, no więc jedzą rosół w weekend a w tygodniu lecimy na drugim daniu. Tak, dwudaniowe obiady to u nas rzadkość:) Na szczęście Nela, która jeszcze jako tako je zupy, zjada obiady w przedszkolu, więc mam z głowy☺                 

Pizza własnej roboty w wykonaniu męża też jest OK☺

Jak mam ochotę zjeść coś zgoła innego niż dania z listy moich dzieci, muszę zrobić dwie potrawy jedną dla siebie, drugą dla nich. Jak mi się zachce zupy to jem ją potem sama przez tydzień, a jak o niej zapomnę to stoi w lodówce i zaczyna żyć własnym życiem:) Wiem, na pewno pojawią się głosy, przegłodź dzieci to wszystko potem zjedzą, sęk w tym, że moje dzieci chętnie nie zjedzą obiadu i poczekają do kolacji, są raczej typami niejadków, pod tym względem niewiele im potrzeba aby żyć:) Z drugiej strony przymuszanie dzieci do jedzenia czegoś czego nie lubią, (dosłownie mają odruch wymiotny) uważam za nieludzkie. Ja też jak czegoś nie lubię to nie jem proste, więc nigdy nie byłam zwolenniczką wmuszania w dzieci jedzenia, jadły tyle na ile miały ochotę. Dopóki były małe jadły niemal wszystko, tłumaczę to tym, że nie znały jeszcze wszystkich smaków, ale z wiekiem same dokonały wyboru co im smakuje a co nie. Mam nadzieję, że również z wiekiem zaczną jeść warzywa i inne potrawy, ale póki co nie zamierzam z tym walczyć. Robienie kolorowych kanapeczek, cudów wianków też nie pomogło, bo i tak ściągały warzywa z kanapki, także umówmy się, że po prostu taki etap. Chociaż Kuba jak Go najdzie potrafi zjeść kanapki z rzodkiewką i szczypiorkiem, no ale o surówkach do obiadu nie ma mowy:) muszę przyznać, że z całej trójki to je najlepiej, no ale jest najstarszy, więc może teoria, że z wiekiem im przejdzie, jest trafiona:)

Podjadanie między posiłkami też jest:) zwykle jogurty, lodówka jest u nas otwarta:) jak mają na coś ochotę to sobie biorą. Nigdy też nie trzymałam się ścisłych godzin posiłków, wiem, że w niektórych domach obiad musi być zawsze o tej samej porze, jeszcze z rozdzieleniem pory zupy i pory na drugie danie. Szczerze to nie rozumiem:) U nas raz jest wcześniej, raz później, zależy jak się wyrobię:) Niedawno mam nową pomoc kuchenną frytkownicę:) wiem, niezdrowa:) ale czasem bardzo ułatwia zrobienie na szybko obiadu typu nugetsy albo kurczaczki niczym z kfc☺ ostatnio sprawdziła się także przy robieniu pączków, całkiem przydatny wynalazek:) A jak nie mam czasu czy chęci gotować to wizyta w Mcd też załatwi sprawę:)  Z kolei gdy mam ochotę zjeść coś bardziej wyrafinowanego idziemy do ulubionej restauracji, ja mogę rozkoszować się smakiem wysublimowanych dań, a moje dzieci oczywiście zamawiają z dziecięcego menu nugetsy z frytkami☺ I wszyscy są szczęśliwi☺

Ktoś mógłby zapytać no a co jada mąż?:) Mąż na szczęście nie jest wymagający:) wraca wieczorem z pracy i już nie je obiadu, zazwyczaj ma swoje ulubione przekąski na kolację:) A w pracy często zamawia coś na lunch, więc ja nie czekam z obiadem:)  Jak Go najdzie to wieczorem gotuje i zabiera na drugi dzień obiad do pracy, takiego mam udanego męża☺

A jak to wygląda u Was? Podzielcie się w komentarzach, buziaki☺

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close